Ostatnie przyłożenie Więciora
21.09.2009
W niedzielnym starciu pomiędzy brązowymi medalistami górą była Lechia Gdańsk. Drużyna gospodarzy wygrała pewnie i wysoko z krakowską Juvenią, zapewniając sobie pierwsze miejsce w tabeli z przewagą jednego punktu nad Budowlanymi Łódź.
Mecz w Gdańsku miał szczególne znaczenie. Nie była to jedynie potyczka przegranych z zeszłorocznych półfinałów, ale przede wszystkim pożegnanie Stanisława Więciorka, wieloletniego rugbisty Lwów, a także reprezentanta Polski. Więcior w swoim pożegnaniu z ligowymi boiskami zagrał co prawda w barwach Juvenii, ale w doliczonych, specjalnych 10 minutach gry ubrał biało-zieloną koszulkę i zdobył swoje ostatnie przyłożenie.
Było to starcie Dawida z Goliatem. Lechia, która ma jeden z największych budżetów w lidze i więcej zawodników sprowadzonych do klubu, niż własnych wychowanków, podejmowała borykającą się z problemami kadrowymi i finansowymi Juvenię. Smoki przyjechały na wybrzeże w bardzo okrojonym składzie, między innymi bez Konrada Jarosza, który dzień wcześniej wziął ślub ze swoją narzeczoną, Agnieszką.
Różnica poziomów była widoczna od samego początku spotkania. Lechia zaatakowała i po 7 minutach prowadziła 14:0 po przyłożeniach Rokickiego i Wilczuka oraz podwyższeniach Bukhały. Jednak po małej roszadzie w krakowskim młynie, przewaga gospodarzy w tym elemencie zmalała. Krakowianie zwarli szyki w obronie, a Gdańszczanie popełniali mnóstwo prostych błędów. Efektem był brak zmian na tablicy wyników przez kolejne 25 minut. Biało – zieloni wypuszczali jajo do przodu, gubili się w swoich akcjach ofensywnych. Większość ataków Lechii wyglądała groźnie, ale kończyła się stratą posiadania piłki. W końcówce pierwszej połowy Lechia zdobyła jeszcze dwa przyłożenia, zapewniając już sobie punkt bonusowy, a z karnego trafił Jurij Bukhało.
W przerwie spotkania uhonorowano Stanisława Więciorka. Z rąk zarządu Lechii i swoich kolegów otrzymał sporych rozmiarów puchar, pamiątkowe odznaki i album.
W drugiej połowie Grzegorz Kacała zaczął wprowadzać zmiany do składu swojej drużyny. Mimo to Lechia nadal nie przestawała dominować. Krakowianie nieźle radzili sobie w obronie. Grali z determinacją i zaangażowaniem. Nie potrafili jednak zagrozić polu punktowemu rywali, a brak kopacza w składzie eliminował możliwość zdobywania punktów po karnych. Z kolei Lwy zdołały zaliczyć dodatkowe 3 przyłożenia, ustalając wynik spotkania na 44:0.
Po meczu obrońca Krakowian, Maciej Sokołowski przyznał:
Przyjechaliśmy tu dzisiaj okrojonym i odmłodzonym składem, ale udowodniliśmy, że nawet w takim zestawieniu możemy podjąć walkę. Wydaje mi się, że zwłaszcza w obronie zagraliśmy z dużym zaangażowaniem i jeśli nadal będziemy trenować i grać w tym młodym składzie, już niedługo będziemy mogli toczyć wyrównaną walkę, a nawet wygrywać z najlepszymi drużynami Ekstraligi.
W tym momencie sędzia Mirosław Janeczko odgwizdał karny na środku boiska dla Juvenii, kończąc oficjalną część spotkania. Stanisław Więciorek szybko zamienił się koszulką z Rafałem Lademannem i po raz ostatni wystąpił w barwach Lechii. To właśnie jego kolega, który na chwilę przeszedł do drużyny z Krakowa, nie złapał wchodzącego w kontakt Więciorka. Więcior przebił się przez linie defensywną i po długim, widowiskowym rajdzie, przy owacjach na stojąco, nie dał dogonić się łącznikowi Smoków, zdobywając swoje ostatnie przyłożenie. Staszek podwyższył, kończąc boiskową część swojego pożegnania z ligowym rugby. Ligowym, bo już 25 października wystąpi w meczu Barbarians Polska przeciwko Frogs Warszawa na stadionie Polonii, tuż przed starciem reprezentacji Polski z Czechami.
Więcej na ten temat w wywiadzie z Więciorem, który już jutro, tylko na RugbyPolska.pl
Po niedzielnym meczu Lechia jest samodzielnym liderem tabeli. Mecz miał jeszcze jeden „smaczek”. W drużynie Lwów cały mecz rozegrał wieloletni zawodnik Juvenii Marek Odoliński. Młynarz podszedł do rywalizacji bardzo spokojnie i bez wielkiego stresu:
Bardzo dobrze mi się dzisiaj grało. I nawet bez żadnej presji. Juvenia jest cały czas dobrą ekipą i myślę, że gdyby przyjechali tutaj silniejszym składem, mecz byłby znacznie bardziej wyrównany.
Marek nie wychodził w dwóch poprzednich meczach w pierwszym składzie Lechii, więc zastanawiało nas, czy fakt, że założył koszulkę z numerem 2 był celowym zabiegiem Grzegorza Kacały, by skoncentrować uwagę gości, na osobie dawnego kolegi. „Pirania” zaprzeczył takim domysłom:
Tutaj sytuacja wygląda tak, że nie zawsze te same osoby wychodzą w pierwszym składzie. Trener ma 26 zawodników i wybiera sobie przed każdym meczem kto będzie grać. Przyszła akurat moja kolej na występ w pierwszej piętnastce i trener zapytał, czy chcę zagrać przeciwko swoim kolegom. Pytanie to padło już 3 tygodnie temu i zadecydowałem, że chcę grać.
Młynarz Lechii potwierdził też ambicje Gdańszczan w tym sezonie. Powiedział krótko:
Złoty medal. Nie ma innego wyjścia.
tekst: Kajetan Cyganik (RugbyPolska)